Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial

6.07.2014
niedziela

Mundial w fazie dekadencji

6 lipca 2014, niedziela,

Obie pary półfinałowe europejsko-latynoskie: Brazylia – Niemcy i Argentyna – Holandia. Na pewną siebie Brazylię padł niepokój: czy damy radę bez Neymara?

Półfinały będą pewnie zamurowane, zablokowane, uszczelnione i zaautobusione. Będzie chodzenie na paluszkach, uważanie na każde podanie i wyrzut z autu. W 1/8 finałów był jeszcze artystyczny futbol, ale od ćwierćfinałów coraz go mniej. To nie Barca Guardioli czy Bayern Heynckesa z mistrzowskiego sezonu 2012/2013, które co by się nie działo, jaka by nie była stawka, grały zwykle tak, że dostawało się wypieków.

Może jednak nie ma co narzekać: wczorajsze mecze Argentyny z Belgią oraz Holandii z Kostaryką trzymały w napięciu, a dłużyzn jak z „polskiego filmu” – chodzi o „polski film” jako zjawisko, które recenzował Zdzisław Maklakiewicz w „Rejsie” – było niewiele.

Na moje laickie oko Argentyna zagrała bardziej zespołowo niż zwykle i widać znaczny postęp w porównaniu z pierwszymi meczami tej ekipy. Źle wróży strata Angela Di Marii, który był drugim obok Messiego kreatorem gry, ale gdy drużyna przechodzi z Messi-uzależnienia do piłkarskiego kolektywizmu, być może nawet taką stratę da się przeboleć.

Przyszedł, niestety, dzień pożegnania z odkryciem i niespodzianką mundialu – Kostaryką. Holenderski taran nie był w stanie pokonać kostarykańskich zasieków przez ponad 120 minut, mimo że atakował na wiele sposobów. Pierwsi widowiskowo nacierali, drudzy widowiskowo się bronili. Mimo że nie padł gol, oglądało się to lepiej niż wiele meczów mundialu, w których padło ich nawet kilka. Okazało się, że Holendrzy potrafią grać ofensywnie, nawet spektakularnie, niemal cały mecz – jeśli tylko taki jest plan.

Na samym końcu lepiej strzelali karne i lepiej je bronili. W ostatniej minucie dogrywki Luis van Gaal, trener Holendrów, wyciągnął jokera: zmienił bramkarza. Ten, którego wstawił, Tim Krul, obronił dwa strzały Kostarykan.

Tuż po zakończeniu meczu największy kostarykański dziennik „La Nacion“ podziękował swoim piłkarzom niemal tak, jakby zdobyli puchar: „Koniec fantastycznej epopei. Skończyło się marzenie, ale legenda o tej reprezentacji będzie żyła na zawsze”. Wezwał rodaków do hucznego powitania drużyny w kraju we wtorek. Już teraz okrzyczano Kostarykan jako zespół mający najlepszą obronę w tych mistrzostwach.

Mimo że po fazie grupowej mundial wszedł w bardziej emocjonującą fazę, Rio sprawia wrażenie zmęczonego. Na Copacabanę wkradł się nastrój dekadencji, melancholii. Przygasł duch radosnej, niemal szaleńczej fiesty do zatracenia – może przeniósł się w inne rejony kraju? Odnoszę wrażenie, że kibice odgrywają rytuał zabawy, ale nie bawią się tak jak dwa czy trzy tygodnie temu. Może to z powodu pożegnań z tymi, którzy odpadają w kolejnych fazach turnieju? Na początku bawili się wszyscy, teraz zawsze jest ktoś, komu inni śpiewają adios.

Ale nie całkiem wszystko zgasło. Wczoraj w nocy na Alei Atlantyckiej odbył się pojedynek na piosenki, okrzyki, rymowanki odwiecznych rywali: Brazylijczyków z Argentyńczykami. Że Maradona, że Pele, że Messi, że Neymar. Obie grupy oddzielił i zarazem otoczył kordon policjantów, na wszelki wypadek, ale intencji fizycznej napaści nie było chyba po żadnej ze stron. Nawet kiedy padały wulgaryzmy, towarzyszyły im uśmiechy i śmiechy. Nikt się na nikogo nie obrażał. Śmiali się także zwykle sieriozni w czasie tego mundialu policjanci.

Pary półfinalistów już znane, a tymczasem rozpoczyna się ogólnonarodowa debata przy piwie i kaszasie (cachaca – najpopularniejsza miejscowa wódka), czy damy radę bez Neymara i jak to zrobić. W trakcie fazy grupowej ulica była sceptyczna co do szans wygrania mistrzostw przez Brazylię. Przedmiotem drwin był – i nadal jest -środkowy napastnik Fred. Gdy w czasie przedmeczowego śpiewania hymnu kamery pokazują Freda, kibice brazylijscy to szemrają, to pokrzykują „precz”, „spadaj”.

Potem przyszła faza buńczuczna: nikt nam nie podskoczy, rozbijemy każdego. Ta  buńczuczność wzrosła po fartownym zwycięstwie w karnych nad Chile. Ale wątpliwość znowu zakradła się po kontuzji Neymara w meczu z Kolumbią.

Na debatę niewiele czasu: zaledwie dwa dni. A potem przyjdzie drużynie stanąć naprzeciwko Niemców i…

Ciąg dalszy nastąpi. Jaki by nie padł wynik, debata będzie się toczyć. Nie wiadomo tylko, jaki będzie jej temat główny.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Holendrzy mocno się wczoraj męczyli z Kostaryką, w porównaniu z pierwszym meczem z Hiszpania, widać że uszło z nich powietrze. A półfinały są ciekawe.

  2. „Na debatę niewiele czasu: zaledwie dwa dni. A potem przyjdzie drużynie stanąć naprzeciwko Niemców i…”

    ….i będzie cięźko dla Brazyli, oczywiście. Jak płaczą po drugiej stronie juź wiemy. A co dopiero po przegranej z Niemcami.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php