Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial

5.07.2014
sobota

Wolna brazylianka

5 lipca 2014, sobota,

„Jeśli zdobycie mistrzostwa zależałoby od złamania nogi Messiemu, on [Scolari] da takie polecenie” – powiedział jakiś czas temu znany w Brazylii komentator. Wczoraj Brazylia Scolariego pokazała, że taka supozycja nie ma nic z przesady.

Brazylijczycy wyszli jak na ring wolnej amerykanki, nie boisko, a hiszpański sędzia gwizdał bądź nie gwizdał wyraźnie dla gospodarzy. Trudno prowadzić kibicowskie spory na wrażenia, bez twardych danych. Każdy widzi trochę co innego, w zależności od tego, dla której drużyny bije mu/jej serce.Brazylijscy kibiceNa szczęście korespondent „Gazety Wyborczej” Paweł Wilkowicz policzył: arbiter ukarał żółtą kartką dopiero 40. faul.

Główną ofiarą kopania i przepychania ze strony Brazylijczyków – Kolumbijczycy zaczęli się zresztą rewanżować – był wspaniały w czasie turnieju snajper James Rodriguez, któremu życzę, żeby został królem strzelców, mimo że Kolumbia pożegnała się z mundialem (zdobył 6 goli, o dwa więcej od Neymara i Messiego).

Największą jednak cenę za taktykę Scolariego zapłacił Neymar, który – o ile potwierdzą się późnowieczorne wiadomości ze szpitala – ma pęknięty krąg i nie zagra już w mundialu, nawet jeśli Brazylia awansowałaby do finału. Pod koniec meczu kolumbijski zawodnik wjechał kolanem w lędźwiową część pleców drobnego Neymara. Aż chce się sięgnąć po wiadomą księgę: kto kopaniem wojuje…. Szkoda Neymara, który akurat do boiskowych brutali nie należy (gdyby nawet chciał takim być, nie bardzo mu pozwala postura). Jest tyleż ofiarą faulującego zawodnika, co swojego bossa, który spuścił piłkarzy jak wściekłe psy z uwięzi i dał komendę „bierz go”.

Mam też, niestety, wrażenie, że sędzia ukradł Kolumbijczykom gola. Wymieniłem na ten temat uwagi z brazylijskim sąsiadem przy stoliku w barze na Copacabanie, ale koniec końców nie byłem w stu procentach pewien własnych racji. Jeszcze raz powołam się na fachurę Wilkowicza, który widział w Fortalezie to, co ja w telewizorze: sędzia „odgwizdał spalonego, i rzeczywiście piłkarze Kolumbii na pozycji spalonej byli. Ale przed strzałem piłki dotknął jeszcze David Luiz. W polu karnym był chaos, ale to sędzia chaos od początku tolerował, więc to nie może być dla niego usprawiedliwieniem”.

Można sobie pisać zażalenia do Pana Boga, ale to Brazylia jest w półfinale. Kolumbio, adios! I muchas gracias za piękny futbol!

Brazylia była lepsza, choć szpetna. Gdyby spekulować, „co się komu należało” na oko, to zwycięstwo należało się Brazylii bez wątpienia. W pierwszej połowie przytłoczyli Kolumbijczyków tak, że rywale byli jak nieobecni, śnięci. W niczym nie przypominali drużyny podziwianej w meczach z Japonią, Grecją, WKS i Urugwajem; drużyny, która strzeliła jedenaście goli i straciła tylko dwa.

Piękni dwudziestoletni z Bogoty, Medellin, Cali, Cartageny, Barranquilli podjęli walkę dopiero w drugiej połowie drugiej połowy. Rzecz w tym, że jedynym obiektywnym miernikiem tego, „co się należy”, są gole. Każdy, kto lubi piłkę, potrafi z czapki wymienić kilka meczów, które wygrali nie ci, którym – niejako z przebiegu gry – się „należało”. Nie dowiemy się, jaki byłby przebieg końcówki, względnie dogrywki, gdyby sędzia uznał gola dla Kolumbii i byłoby 2:2 (a właściwie w tamtym momencie 1:1).

Więc, choć Brazylia wyglądała zdecydowanie lepiej na oko, to mam poczucie, że Kolumbia została ograbiona – i my kibice także – z szansy przekonania się, że canarinhos byli naprawdę lepsi bez żadnych protez. Mam świadomość, że wielu kibiców, szczególnie Brazylii, której dobrze życzyłem od początku mundialu, nie zgodzi się z tym osądem i uzna, że „takie rzeczy się zdarzają”, albo że jedni widzieli gola zdobytego prawidłowo, a inni – w tym sędzia – nieprawidłowo. Poza tym Kolumbijczycy nie zagrali dobrego meczu i mogą mieć przede wszystkim pretensje do siebie. To wszystko prawda. Mnie jednak nic nie potrafi zniechęcić do zainteresowania futbolem bardziej niż podejrzenie, ze mecz jest „drukowany”. Tutaj, niestety, je mam. Nie pierwszy raz – mecz otwarcia był jeszcze dobitniejszym przykładem.

Byłbym spokojniejszy o fair play, gdyby półfinałowy mecz Brazylia – Niemcy sędziował Howard Webb (z powodów, o których pisałem w jednym z poprzednich felietonów).

Nie chcę też oglądać takiej Brazylii, jak wczoraj, i żeby taka Brazylia została mistrzem – Brazylia szpetnych dwudziesto- i trzydziestoletnich, Brazylia w stylu Gołoty i Tysona, czy brutali takich jak Portugalczyk Pepe, Holender De Jong (dzięki jego kontuzji może nie będą ich mieli inni); Brazylia grająca futbol, który nie cieszy oka, choć zawodowi komentatorzy mówią, że zagrali inteligentnie, mimo że brzydko. Być może, istotnie, na tym polega „inteligencja” w piłce, podobnie jak „skuteczność” w polityce. Jeśli tak, to wolę oglądać nieinteligentny Meksyk, naiwną Kolumbię, pechowe Ghanę i WKS, nieopierzoną Algierię.

Przeczytałem niedawno w magazynie „Poder“ artykuł-portret trenera Scolariego. Jego autor cytuje opinię cenionego komentatora telewizji ESPN Brasil i felietonisty największej gazety „Folha de S.Paulo”, Juki Kfouri’ego: „Jeśli zdobycie mistrzostwa zależałoby od złamania nogi Messiemu, on [Scolari] da takie polecenie”. Czytałem to zdanie kilka razy, bo nie byłem pewny, czy dobrze zrozumiałem. Gdy okazało się, że dobrze, pomyślałem, że to tylko efektowny greps, rodzaj metafory mającej opisać determinację Scolariego w walce o szóstkę. Od wczoraj traktuję tę charakterystykę dosłownie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Może gra Brazylijczyków nie była piękna, finezyjna, ale na pewno widowiskowa. A strata Neymara i Silvy będzie sprawnym (choć z pewnością niedostatecznym) pretekstem, by przegrać z Niemcami. A na zwycięstwo nawet w pełnym składzie mieliby raczej nikłe szanse.

  2. Teoria giełdowa się nie sprawdziła (zobaczymy jak będzie dzisiaj), ale może dlatego, że poza giełdą jest nieuczciwie?

  3. Teoria giełdowa mówi, że mistrzem świata będzie Argentyna
    (Merval wzrósł w ciągu ostatniego roku o 100%)

  4. @małyjanio
    @ KMazur
    … żeby pozostać w poetyce dowcipów finansowo-giełdowych: Globo podało, że Economist nazwał Argentynę „Luisem Suarezem światowych finansów” 😉 A tak serio to w giełdy nie radziłbym nikomu wierzyć. Rok 2008 powinien nas wszystkich czegoś nauczyć.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php