Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial Brazuka – więcej niż Mundial - Brazuca – więcej niż mundial

3.07.2014
czwartek

Brazylijczycy na skraju załamania nerwowego

3 lipca 2014, czwartek,

Kilkunastu młodych mężczyzn musi unieść nadzieje i oczekiwania całej wieeelkiej Brazylii. Nic dziwnego, że niektórzy nie wytrzymują takiej presji.

Że coś pęka, widać było w meczu z Chile, gdy okazało się, że o awansie do ćwierćfinałów zdecydują rzuty karne. Wrażenia sprzed ekranu telewizora były takie: bramkarz Julio Cesar miał mokre oczy i (chyba) przełykał łzy; kapitan drużyny Thiago Silva, mający reputację superzrównoważonego emocjonalnie, chował głowę między kolanami, to patrzył w niebiosa, jakby prosił Boga o pomoc. Nawet pewniak Neymar, gdy miał wykonać swój strzał, wyglądał, jakby szedł na ścięcie.

Karykatura Neymara do kupienia na Copacabanie



Gdy Bóg już wysłuchał Thiago Silvę – w końcu to kapitan – to znaczy przeprowadził Brazylijczyków do następnej rundy mundialu, nastąpiła eksplozja spazmów i łez. Okazało się, że chłopaki w Brazylii czasem jednak płaczą. Julio Cesar, który obronił dwa karne – Ave Cesar, napiszą następnego dnia niektóre tutejsze gazety – udzielał na gorąco wywiadu, rycząc przed kamerą. Przez ostatnie dwa lata uchodził za słabeusza, nieudacznika, gamonia, który dawno się skończył. Teraz został pasowany na bohatera, geniusza, Wybawcę Ojczyzny. Łaska ludu, który jak żaden inny zna się na piłce, na pstrym koniu… itd.

Chwilę po Cezarze Wybawcy przed kamerami zjawił się wychwalany pod niebiosa obrońca David Luiz. Zaczął spokojnie, ale po chwili wywiadu i jemu zaczął łamać się głos.

Trener Scolari przyznał w rozmowie z prasą, że niektórzy zawodnicy są na skraju załamania nerwowego.

Do akcji wkroczyła zaufana psycholożka trenera, Regina Brandao. Przygotowania merytoryczne do meczu ćwierćfinałowego z Kolumbią zeszły na dalszy plan. Najważniejsze – przywrócić drużynie emocjonalną stabilność.

Dzień po awansie Brazylii do ćwierćfinałów prasa ochrzciła zawodników Wybawcami Ojczyzny. Jak unieść taki ciężar?

Regina Brandao ustaliła, że źródłem załamania w brazylijskiej ekipie jest presja społeczna, oczekiwanie, że muszą zdobyć szósty puchar. Inaczej: koniec Brazylii, koniec świata. Presję stwarzali również od roku trzej ludzie – to już interpretacja prasy – sam Scolari, jego przyboczny Parreira i szef brazylijskiej federacji Marin. Prasa cytuje próbki ich wypowiedzi z ostatnich miesięcy.

– Tylko zły los może nam odebrać tytuł.

– To nie do pomyślenia i nie do wyobrażenia, żeby Brazylia nie zdobyła pucharu.

– Mamy doskonałych piłkarzy, świetnie zorganizowany zespół i lud – dwunastego gracza. Z każdym dniem jestem coraz bardziej przekonany, że zdobędziemy puchar.

Po pierwszych meczach i zawodnicy, i sam Scolari musieli się zorientować, że nie są mocarzami. Wygrywają, ale bez błysku, w sposób mało przekonywający. Wyjątkiem był mecz ze słabym Kamerunem, któremu wbili cztery gole. Co będzie, jeśli trafią na naprawdę mocnego rywala?

I trafili – na Chile. Uratował ich cud/fart*, modlitwy Thiago Silvy*, słupek* (*niepotrzebne skreślić). Prasa pisała, że Brazylia przeszła do ćwierćfinałów, mimo że grała źle.

Niepewność co do tego, czy aby na pewno reprezentacja jest tak świetna jak w propagandzie zapowiadanego sukcesu, wkradła się też do ekipy szkoleniowej. Dziennikarze brazylijscy byli zaskoczeni, gdy w czasie spotkania ze Scolarim w ostatnich dniach ten arogant i besserwisser zaczął zadawać im pytania i pytać o rady.

Scolari czuł, że presja jest nie do wytrzymania i jeszcze chwila i zawodnicy jej nie uniosą. Dlatego jeszcze przed meczem z Chile powiedział po raz pierwszy, że jeśli Brazylia nie trafi szóstki, nie będzie końca świata. Ale było za późno na takie słowa. Ciężar oczekiwań należało zdejmować z piłkarzy pół roku temu, nawet dwa-trzy miesiące temu.

Drugim środkiem terapii, prócz fachowej pod kierunkiem psychologa, jest teraz religia i manifestowanie wiary. Piłkarze brazylijscy w mediach społecznościowych dziękują Bogu za dotychczasowe sukcesy i proszą go o dalsze wsparcie. Neymar wstawia do swoich tekstów hashtag: #Bógnaszawszeprowadzi; David Luiz: #Bógjestwspaniały i #Bógnaswszystkichbłogosławi; Hulk: #Bógponadwszystko.

Brazylijskie gazety przytaczają opinie autorów poradników z gatunku „jak być pięknym, bogatym i szczęśliwym”, według których takie manifestacje wiary mogą dodać piłkarzom siły i pewności nawet bardziej niż sesje z psychologami, których osobiście bliżej nie znają.

Emocjonalnie nie wytrzymuje teraz także sam Scolari: oskarża FIFA o spisek przeciwko Brazylijczykom. Twierdzi, że po meczu otwarcia z Chorwacją, kiedy sędzia podyktował rzut karny dla jego drużyny – zdaniem niemal wszystkich: niesłusznie – teraz sędziowie nie zauważają fauli na Brazylijczykach i faworyzują rywali. Koronnym dowodem jest dla Scolariego anulowanie przez sędziego Howarda Webba gola Hulka w meczu z Chile (Hulk przyjmując piłkę, pomógł sobie ręką).

Najwyraźniej Scolari odchodzi od zmysłów albo przygotowuje sobie pole do wytłumaczenia ewentualnej porażki z Kolumbią lub kolejnymi rywalami: Brazylia była najlepsza, niestety odpadła przez spisek Europy, sędziów, FIFA.

A problem leży chyba gdzie indziej. Usłyszałem od kilku różnych ludzi, nie fachowców, lecz Brazylijczyków, którzy interesują się piłką, że ich reprezentacja przegrała mundial rok temu w czasie Pucharu Konfederacji. Wtedy pokonała w finale mistrzów świata Hiszpanów – i to aż 3:0. Scolari i jego ekipa uznali, że drużyna, która pokonuje Hiszpanię Xaviego, Iniesty, Casillasa, Ramosa, Villi i Torresa, jest doskonała, gotowa do mundialu. Przestał szukać, zmieniać, doskonalić.

A to nie Brazylia była rok temu taka świetna, tylko Hiszpanie wchodzili już w smugę dekadencji, której aktem finalnym było odpadnięcie z mundialu w fazie grupowej. Już rok temu byli zmęczeni, bez głodu sukcesu, wypaleni.

Gdyby rok temu Scolari wyciągnął z wygranej inne wnioski, być może dziś nie byłoby załamania nerwowego. Jego piłkarze muszą chyba wiedzieć, że nie grają jak mistrzowie. Być może ta świadomość, nawet bardziej niż oczekiwania ludu brazylijskiego, sprawia, że z niezwyciężonych twardzieli stali się nagle chłopakami, którzy publicznie płaczą. Czują, że być może za chwilę będą musieli pożegnać się z turniejem, który mieli wygrać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Domosławski powinien napisać w swoim lewackim stylu, że wszystkiemu winni wstrętni kapitaliści.
    Po prostu brazylijska giełda jest słaba, więc i piłkarze nie mogą być lepsi;)

  2. @Krzysztofa Mazur: Lewackie to mogą być poglądy, nie styl. Rzeczywiście, kapitaliści bywają wstrętni, co zresztą nieźle widać w Brazylii. A czy winni wszystkiemu? Bez przesady, wielu złym rzeczom z pewnością tak, także w biznesie futbolowym, ale zaraz wszystkiemu? Zdrowia i pomyślności

  3. No ciekawe… widać, że drużyna Brazylii jest napompowana oczekiwaniami, których może nie być w stanie unieść… Patrząc obiektywnie na dotychczasowe wydarzenia boiskowe stawiałbym w ćwierćfinale na Kolumbię. Obrona Brazylijska popełniła już kilka dziecinnych błędów, niegodnych mistrzów. Z drugiej strony Brazylia to jednak gospodarz… może to być największy atut…

  4. a jak tuz przed meczem Brazylia-Kolumbia obie druzyny beda sie modlic do (chyba tego samego) Boga, to co On ma zrobic? kogo wysluchac? komu pomoc? alez dylematy ma ten Bog! Jeszcze jakby to byly drozyny z innych religii to wtedy choc moglibysmy sie przekonac ktory Bog jest potezniejszy lub wlasciwy, a tak to tylko stawiamy go w trudnej sytuacji. Czy moze bedzie ocenial ilu graczy w danej druzynie bylo lepszymi wiernymi do tej pory i na podstawie tego obliczy ktora druzyne wesprzec? A moze bedzie sluchal wszystkich wiernych modlacych sie o wygrana swojej druzyny i demokratycznie wesprze tych co mieli wiecej glosow?

    Czy odda los samym graczom, siedzac sobie i obserwujac z chmurki kto mecz wygra, dobrze sie przy tym bawiac?

  5. Obawiam się, że styl i poglądy są ze sobą głęboko powiązane. Każda grupa ideowa wytwarza swoje narracje i dyskursy i wytwarza w ten sposób własny język. Nie chodziło mi jednak (na razie) o robienie przytyku do lewackich poglądów autora, co raczej o żart, gdyż odnalazłem zabawną prognozę wyników meczów na podstawie notowań giełdowych na blogu Jacka Borawskiego. Co Pan łaskawie wyciął, więc może zrobię streszczenie: mistrzostwa wygrywa Argentyna, 2 miejsce Niemcy, 3 miejsce Holandia, 4 miejsce Kolumbia. Jakby to się sprawdziło, byłaby zabawna korelacja.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php